piątek, 9 października, 2026

II   PRZEGLĄD   DOKUMENTOW  MARII  „MAJKI”   DŁUŻEWSKIEJ

Udostępnij

Zapisz

26 września, w dzień urodzin zmarłej dwa lata temu świetnej dokumentalistki, dziennikarki i aktorki, w Warszawie odbył się II Przegląd Filmów Marii Dłużewskiej, „Majki”. Pokazano „Balladynę w podróży” i „Krótkie popołudnie na Mazurach”, którym towarzyszyły dwa panele, a wzięli w nich udział przyjaciele bohaterki wieczoru, m.in. minister Jan Parys, krytyk filmowy Elżbieta Królikowska-Avis, dziennikarka i prezenterka Anna Popek i działaczka antykomunistyczna Jolanta Chojecka.  Organizatorem dwóch, jak dotąd, mini-festiwali było Stowarzyszenie im. Marii Dłużewskiej, zrzeszające osoby, którym bliska jest pamięć o reżyserce i jej dorobku oraz polski dokument, sztuka, dziedzictwo kulturalne. I które w swoim programie postawiło na: 1) imprezę stałą, 2) ostatecznie na  skalę  krajową,  3) zwróconą do wielu środowisk i 4) także na młodych twórców, zainteresowanych dokumentem. Bo, jak we wprowadzeniu cytował  artystkę  prezes Stowarzyszenia, Michał Mirecki, „kino dokumentalne istnieje dla ludzi i dzięki ludziom”.

    Pierwszy z dokumentów Dłużewskiej opowiada o skomplikowanych losach, „podróży”, rękopisu dramatu Juliusza Słowackiego, z Krzemieńca do Warszawy, z rąk do rąk  ludzi wspaniałych i odważnych, podczas II wojny światowej i potem, ratujących  to arcydzieło literatury polskiej przed kradzieżą lub zniszczeniem najpierw Sowietów, potem Niemców, a na koniec komunistów.  Natomiast drugi film, „Krótkie popołudnie na Mazurach”, to rodzaj „dokumentalnej ballady” o jednym z bardów Solidarności, szerzej, opozycji antykomunistycznej, Janie Krzysztofie Kelusie i jego małżonce, Urszuli Sikorskiej „Kubie”. Formuła tego dokumentu, to pełna prostoty opowieść o zwykłym – niezwykłym życiu tej pary, najpierw w burzliwych czasach Solidarności, potem stanu wojennego, a następnie ucieczce od politycznego zgiełku na Mazury. Od bieżących zdarzeń i sporów, ale nie od spraw polskich, bo Jan Kelus wciąż przypominał w swoich balladach? pieśniach? songach? o miłości do ojczyzny, do żony, mazurskiej przyrody, komplikacjach i paradoksach życia. „Krótkie popołudnie…” przypomina sylwetkę i specyficzny styl myślenia i opiniowania tego niezwykłego poety, wiernego swoim wartościom – a opowiadającego o  losach kraju, swoich, zawsze jakoś „nie wprost”, ale też zawsze dla nas czytelnych. Podczas następnego, III. z kolei Przeglądu Stowarzyszenie planuje pokazać więcej dokumentów – Maria zrobiła ich przecież ponad trzydzieści – i podsumować to dużym panelem.

   Wybitna reżyser, aktorka, dziennikarka, świetny człowiek i Jej ważne społecznie  i przejmujące dokumenty.  Zrobiła ich wiele. 30? 31? Plus pięć książek, masa materiałów dziennikarskich, także aktorka, a następnie  człowiek z drugiej strony kamery. No i wystąpienia radiowe i telewizyjne, nietypowe, bo bardzo emocjonalne,  bezpośrednie i sięgające  sedna sprawy.  Jej zainteresowania artystyczne kręciły się zwykle wokół Polski, patriotyzmu, sztuki,  a platformą przekazu byli ludzie, zwykle osoby znane, publiczne. Szczególne miejsce w Jej sercu zajmowała Rodzina Prezydencka, Lech Kaczyński („Prezydent”), Jego Małżonka Maria („Dama”) oraz Ich córka Marta. A więc dramatyczne wydarzenia z bliższej i dalszej historii Polski – Katyń, Smoleńsk, Gdańsk, Gdynia, Solidarność – no i oczywiście ludzie Solidarności, szerzej, opozycji antykomunistycznej.

   Właśnie, charakterystycznym rysem Jej twórczości było to, że tak wybierała swoich bohaterów, iż kręciła swoje dokumenty o ludziach przyzwoitych i odważnych. I pokazywała sylwetki tych, którzy w czasach komuny zachowali się „jak trzeba”. Powstała cała galeria takich postaci, szlachetnych, oddanych sprawie.  Kiedy spotykałyśmy się w Jej lub moim domu czy w którejś z kawiarenek na Saskiej Kępie – byłyśmy także sąsiadkami – często powtarzała: „Jestem kolekcjonerka i wciąż powiększam moje zbiory. Poluję na takie >białe kruki<, okazy unikalne.” Toteż obok Rodziny Prezydenckiej  pojawił się młody malarz – kopista „Bitwy pod Grunwaldem” Ireneusz Rolewski, obok Joanny i Andrzeja Gwiazdów, Zofii i Zbigniewa Romaszewskich – niekonwencjonalny poeta Jan Krzysztof Kelus i Andrzej Kołodziej. Niekiedy z tych filmów – jak w przypadku „Obrońców” – powstawały książki. Z recenzenckiego obowiązku dodam, że forma dokumentów Marii Dłużewskiej, ich faktura jest znacznie bogatsza niż w pracach większości Jej kolegów „po kamerze”. To nie jest dziennikarski reportaż, sprzedawany za film, ale klasyczny dokument, opowiadający ciąg zdarzeń, ale z przebitkami lirycznymi, poetyckimi, i z uniwersalnym przeslaniem moralnym.

   Teoretycy filmu wiele czasu i miejsca poświęcili roli informacyjnej, społecznej i politycznej dokumentu. Ale prawie wcale – roli moralnej tego gatunku, kina w ogóle. W światowym dokumencie dominują „dziwadła i makabrydy”. Etnografia i lewicowe fiksacje, sponsorowane przez fundacje George’a Sorosa czy Billa Gatesa. Niewiele jest tu świadectw prawdy o tym, co naprawdę dzieje się na świecie. W dodatku opowiedziane w stylu filozofa i myśliciela Henri  Poincare – „człowiek jest tylko słabym światłem wśród burzy, ale to światło stawia opór, i jest wszystkim”. Ten właśnie watek podjęła w swojej pracy Maria. Może dlatego bohaterami niemal wszystkich Jej filmów  są ludzie niezwykli,  niezłomni?

    Maria  była „wielozawodowa”, w Jej portfolio widać  także artykuły oraz role teatralne. Była aktorką dyplomowaną, po skończonej  Państwowej Wyższej szkoły Teatralnej w Warszawie. Grywała potem w teatrach w Koszalinie, Gdyni, Szczecinie oraz w Warszawie. Ale w latach 80. wsiąkła w Solidarność i obok organizowania i grywania w spektaklach „teatru domowego”, podziemnego, zaczęła pisywać scenariusze filmowe („Zablokowani”, „Seans”), a potem kręcić własne prace. Chyba najbardziej skrupulatna dokumentalistka tragedii Smoleńskiej – obok wspomnianych „Prezydenta”, „Damy i „Córki”, zobaczyliśmy „Mgłę”, „Pogardę” i „Testament”, chyba dwa z nich zrobiła z Joanną Lichocką. Nic dziwnego, że została laureatką Mediów Publicznych w kategorii „Obraz”, Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski wręczono Jej za „wybitne zasługi na rzecz przemian demokratycznych w Polsce”,  była także damą Krzyża Wolności i Solidarności, z kolei „za zasługi na rzecz wolności o suwerenności Polski oraz praw człowieka”. Pośmiertnie Krzyż Oficerski został „wsparty” Krzyżem Komandorskim, z tą samą motywacją za „wybitne zasługi na rzecz przemian demokratycznych w Polsce”.

   Przegląd dokumentów Marii Dłużewskiej, „Majki” staje się tradycją. A Stowarzyszenie Jej imienia, integrujące Jej przyjaciół, kolegów – filmowców i entuzjastów Jej prac oraz tego rodzaju kina planują w przyszłym roku trzecią z kolei edycję. Teraz chodzi o to, żeby ten message „dokument z wartościami w tle”, kontynuować, wyjść do kolejnych środowisk, także poza Warszawę. Tymczasem Patronem Honorowym był Instytut Pamięci Narodowej, pośród patronów medialnych widać Radio Wnet. Czekamy na kolejnych. Chodzi o to, żeby tych wspierających przekaz Marii Dłużewskiej „Majki” było jak najwięcej. Przecież jego treść, to nasza wspólna sprawa.

                                                                          Elżbieta Królikowska-Avis

Czytaj więcej

Najnowsze wpisy