piątek, 29 maja, 2026

PIERWSZY  ARCYBISKUP  CANTERBURY  W  SPóDNICY

Udostępnij

Zapisz

25 marca b. roku, po raz pierwszy w ponad 500-letnich dziejach tej denominacji, kobieta została „intronizowana” do godności arcybiskupa Canterbury czyli prymasa Kościoła Anglikańskiego. Dame Sarah Mullally, pierwsza kobieta i  106. w historii zwierzchnik tego Kościoła i Wspólnoty Anglikańskiej na świecie oraz w 1400-letniej historii  chrześcijaństwa w Wielkiej Brytanii. Została  zatwierdzona przez premiera Keira Starmera – który  jest labourzystowskim radykałem, więc nie było problemu – oraz przez króla Karola III, który pozostaje wprawdzie głową Church of England, ale w istocie nie pełni żadnych funkcji religijnych. Wspólnota skupia dziś ok. 85 mln wiernych w kraju i na świecie, choć na 60 mln mieszkańców Wysp do kościoła chodzi jedynie ok. 2 mln ludzi. Takie są aktualne statystyki.

   Kim jest dame Sarah Mullally?  Otóż pielęgniarką z zawodu, mężatką, matką dwojga dzieci. W latach 1999 – 2005 piastowała funkcję naczelnej pielęgniarki kraju, pełniąc równocześnie rolę doradcy premiera Wielkiej Brytanii i Ministerstwa Zdrowia. W 2005 roku, w uznaniu jej zasług dla służby zdrowia Elżbieta II uhonorowała ją orderem Dame Commander Order of British Empire, z dożywotnim tytułem dame i prawem zasiadania w Izbie Lordów. Od 2001 roku pełniła służbę jako duchowny kościoła anglikańskiego – pozwolę sobie przypomnieć, że pierwszą kobietę na diakona wyświęcono na Wyspach już w 1994 roku – a w jedenaście lat póżniej otrzymała funkcję kanonika w historycznej katedrze w Salisbury. W 2015 roku została biskupem niedużego miasta Crediton w Devonie, a już dwa lata później – wielkiego, 10-milionowego Londynu, stolicy kraju. Jak konsekwentne i przewidujące były to działania, niech świadczy fakt, że możliwość wyboru kobiety na urząd arcybiskupa Canterbury, został przeprowadzony zaledwie 11 lat temu.

    Oczywiście, są już reakcje. Zaprotestowała część z czterdziestu kościołów w ramach światowej wspólnoty Church of England. Z kolei Vincent  Nichols, arcybiskup Westminsteru i zwierzchnik  brytyjskich katolików, już wyraził „słowa przyjażni dla nowego prymasa” oraz „nadzieję, że oba kościoły będą teraz jeszcze bliżej”, choć już wiadomo, że będą raczej dalej, bo dezintegracja wspólnoty trwa, a prymas – kobieta grozi nowym podziałem. Nowa pani prymas  w swoim wystąpieniu powiedziała m.in: ”Chcę zjednoczyć ludzi, aby znaleźli spokój i ukojenie”. Jak, w jaki sposób?! Po pierwsze, dwóch poprzednich arcybiskupów Canterbury, Rowan Williams i Justin Welby, zwolennicy progresywizmu  tak bardzo „otwierali” Church of England, że wspólnota zaczęła się sypać i wierni – i nie są to przypadki odosobnione, wręcz przeciwnie – przechodzić na katolicyzm. Po drugie – prymas Welby  został odwołany ze stanowiska za to, że „nie dość energicznie radził sobie z walką ze skandalami seksualnymi w kościele anglikańskim”. Czyli  odwołanie go i wybór Sarah Mullally, to  jawna manifestacja progresistów i sygnał, że przyspieszają tempo zmian!

     Ostatnio, jak poinformował hiszpański portal Religion en Libertad, w spisie ludności z 2021 roku w Irlandii Północnej po raz pierwszy odnotowano przewagę katolików / 45.7%/ nad protestantami / 43.4%/. To zasadnicza zmiana w tym regionie, gdzie do niedawna większość stanowili protestanci. A w Londynie, jak mówi  z kolei sondaż think tanku Theos z 2020 roku, katolicy w stolicy stanowi 35%, a anglikanie tylko 33%. Według badań Theos katolicy

wykazują także większą żarliwość religijną niż anglikanie – tylko 15% przyznało, że nigdy nie chodzi do kościoła wobec 45% anglikanów. Generalnie, katolicyzm w Wielkiej Brytanii zyskuje na sile i – zwłaszcza wśród młodych i  w dużych miastach – i niedługo może liczebnie zdystansować anglikanizm. Skąd się wzięły te zmiany? Oczywiście, wpłynęło na to kilka przyczyn. Po pierwsze, imigracja z Polski, z Ukrainy,  z Afryki i Ameryki Lacińskiej – w Stanach Zjednoczonych imigracja z Meksyku, z Południa także zmieniła proporcje katolików  i protestantów – po drugie przywiązanie do tradycji i bezkompromisowość katolicyzmu oraz żywotność parafii, wszystkie te szkoły języka polskiego, pomoc prawna, możliwość integracji. Podczas gdy anglikanizm jest dziś słaby, niepewny własnych racji, wstrząsany kolejnymi reformami, po których dochodzi do następnych  rozłamów. Podstawowym czynnikiem odwrotu anglikanizmu jest ogólna polityka kraju, tak labourzystów  jak i lękliwych i nieskorych do obrony angielskiej tożsamości religijnej, konserwatystów.

      I kiedy na początku nowego Millennium już się wydawało, że spór o istnienie Boga został już rozstrzygnięty na rzecz „nie istnieje”, gdy władze państw Europy, często lewicowo -liberalne, wypchnęły religię z przestrzeni publicznej do kościołów i  parafii,  świetne prywatne szkoły katolickie muszą  przyjmować dzieci innych wyznań, toleruje się chamskie komentarze celebrytów na temat Jezusa i papieża, a za chrześcijaństwem upominały się tylko konserwatywne dzienniki artykułami pt. „Dziś wstyd się przyznać, że jest się chrześcijaninem”, nastąpił rok 2004. Unia Europejska otworzyła się na Polaków i setki tysięcy ludzi rozlało się po kontynencie. Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Irlandia, Skandynawia. Byli to zwykle ludzie młodzi, głównie z prowincji, gdzie brakowało pracy i szans na godziwe życie. Jeszcze nie zlaicyzowani, jak ich wielkomiejscy rówieśnicy, jeszcze przywiązani do swojej religii i praktyk, które wyznaczały rytm ich życia. Niedzielna msza, śluby, chrzciny, pogrzeby… Katolickie kościoły zaroiły się od Polaków. Oto kościół na Ealingu, pw. św. Andrzeja Boboli – po prostu pęka w szwach, oto Brighton, świątynia katolicka pw. Św. Marii Magdaleny – wierni dosłownie wylewają się na ulicę. O ile przedtem podczas liturgii panowała tam pełna zadumy cisza, dziś słychać glosy dzieci i gaworzenie niemowląt.  W całej Wielkiej Brytanii ożyły domy parafialne, gdzie młodzi – byłam tego świadkiem – przejmują od starej emigracji obowiązki, związane z życiem wspólnoty. Po niedzielnej mszy – spotkanie przy herbacie i domowym cieście, raz w miesiącu wspólny obiad, szkoła języka polskiego, bożenarodzeniowy żłobek, jasełka, doradztwo prawne, kółko muzyczne. Od dwóch dekad polskie wspólnoty katolickie kwitną, angielskie – starzeją się i więdną. 

    Już w 2006 roku dyrektor Instytutu Van Hugela w Cambridge Francis Davis, który na zamówienie głowy kościoła katolickiego prowadził badania skutków napływu Polaków na Wyspy, pisał:” To wielka szansa dla brytyjskiego katolicyzmu. Polacy przywożą z sobą nową energię, wnoszą nowe życie. Przywożą wiarę tak żywą, wibrującą, że dosłownie widać to i słychać”. Tylko w latach 2005-6 na Wyspach zarejestrowało się w urzędach pracy ponad 500 tys. Polaków, a większość z nich chodziła do kościoła. Było to wielkie wyzwanie dla Polskiej Misji Katolickiej, która robiła co mogła, żeby sprowadzić z Polski więcej księży. Ale już wtedy statystyki wykazały 83 nowe wspólnoty parafialne  i 163 nowych miejsc modlitwy. A

ówczesny rektor Polskiej Misji Katolickiej, nie żyjący już ksiądz Tadeusz Kukla opowiadał „Guardianowi”: „Polacy, którzy tutaj przyjeżdżają, szukają swojej wspólnoty także po to, aby wypełniać swoje religijne obowiązki. Wydaje się, że ok. 50-60% chodzi na mszę św., dając tym samym świetny przykład Anglikom. Myślę, że przywożą z sobą dobrą tradycję i przypominają Anglikom, co stracili”.

    Oczywiście, angielscy duchowni katoliccy są ostrożniejsi w swoim entuzjazmie. Wciąż powtarzają o konieczności integracji w katolickich wspólnotach, gospodarzy i przybyszów, o potrzebie uczenia się przez Polaków języka angielskiego. Na co oni odpowiadają: „uczymy się angielskiego, ale modlić chcemy się  po polsku”. W 2009 roku Watykan, w odpowiedzi na list 50 biskupów i ponad 100 wspólnot anglikańskich, kwestionujących „nowinki” w Church of England, ogłosił tzw. prałaturę personalną, która pozwala chętnym na przejście pod zwierzchnictwo papieża. Niedawna kanonizacja kardynała Johna Henry’ego Newmana, najwybitniejszego przywódcy anglo-katolicyzmu, doktora Kościoła, także spowodowała nawrócenie na katolicyzm kolejnej grupy anglikańskich duchownych.

    Proces re-ewangelizacji Wielkiej Brytanii, Zachodu przez Polaków, teraz także  Ukraińców i Litwinów – trwa. Z jednej strony „nowi katolicy”, których w Irlandii Północnej i w Londynie jest już więcej niż  protestantów, z drugiej – stała i bezwzględna sekularyzacja, próby wytarcia katolicyzmu, chrześcijaństwa  z pamięci Europy, uprawiana przez lewicowo-liberalne rządy, ich partie i media. Jednak zmiany w statystykach są widoczne, i wskazują na pewne widoczne tręndy. Po pierwsze – ożywienie religijne chrześcijan w Europie, a po drugie – widoczny wzrost atrakcyjności katolicyzmu. I te tendencje wydają się narastać.

                                                                                   Elżbieta Królikowska-Avis, kwiecień 2026

Czytaj więcej

Najnowsze wpisy