wtorek, 14 kwietnia, 2026

Dlaczego chodzę na miesięcznice?

Udostępnij

Zapisz

10 kwietnia 2010 roku nad lotniskiem w Smoleńsku zginęła polska delegacja z Prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele, lecąca na obchody 70-tej rocznicy zbrodni katyńskiej. Wraz z Prezydentem zginęła jego żona Maria, dowódcy wojskowi, politycy, duchowni i działacze społeczni oraz załoga samolotu TU 154 M. Łącznie 96 osób.

Wyjaśnienia jak do tego doszło są dwa. Pierwsze głoszone przez Moskwę i jej stronników w Polsce na czele z Tuskiem, którzy twierdzą, że winę ponoszą piloci samolotu, być może, ktoś jeszcze, kto w trudnych warunkach, we mgle, kazał lądować. Drugie wytłumaczenie opiera się na faktach, prawach fizyki i zasadach budowy samolotów. Otóż samoloty po uderzeniu z niewielkiej wysokości w miękką, błotnistą ziemię nie rozpadają się na ponad 60 tys. kawałków. Takie katastrofy nie powodują śmierci wszystkich pasażerów i całej załogi. Tragiczne zakończenie lotu musiał wywołać bardzo silny czynnik destrukcyjny, niezależny od ewentualnego błędu pilotów czy błędnego naprowadzania. Innymi tajemniczymi faktami były seryjne samobójstwa polskich świadków tego wydarzenia. Dlaczego Rosja nie chce oddać wraku i oryginałów czarnych skrzynek? Czy wynika to tylko z kacapskiego uporu i złośliwości, czy chęci zachowania w swoim ręku twardego dowodu tego, co stało się przy podchodzeniu do lądowania?

10 kwietnia cała (!) Polska pogrążyła się w rozpaczy i żałobie. Tylko Donald Tuska nerwowo kalkulował, aby gwałtowna śmierć polskiego Prezydenta i polskiej elity politycznej, wojskowej, kościelnej i społecznej nie zaszkodziła resetowi z Rosją. Wówczas był to strategiczny cel jego rządów. Ustawiał do pionu wszystkich, którzy chcieli dochodzić prawdy. Kogo nie mógł – opieczętował mianem oszołomów i „sekty smoleńskiej”. Dlatego strach Tuska przed prawdą o Smoleńsku, a nawet dochodzeniem do niej był i jest ogromny.  

Śmierć głowy państwa wywołana zamachem powinna spowodować stosowną reakcję w stosunku do tych, którzy zamach zorganizowali. I nie chodzi o wezwanie ambasadora na dywanik do ministra. Niestety nasi sojusznicy, mimo że znają prawdę, nie chcą jej ogłaszać, bo również powinni uczestniczyć w bardziej zdecydowanej reakcji. Trzeba przypomnieć, że dokumenty na temat śmierci Premiera i naczelnego wodza Władysława Sikorskiego w Gibraltarze (1943) zostały przez rząd brytyjski ponownie utajnione na następne 40 lat (do roku 2033). Nie ma gwarancji, że po tej dacie zostaną udostępnione.

Tragedia tylko na kilka dni zjednoczyła Polaków. Jeszcze nie pogrzebano wszystkich ofiar i ruszyła kampania kłamstwa, nienawiści, skłócania i deprecjonowania ofiar i wszystkich, którzy szukają prawdy o tragicznej śmierci naszej przywódczej elity.

Jest rzeczą absurdalną, że premier Donald Tusk przez wiele dni po tragedii nie zabierał oficjalnie głosu. Swoje honorowanie pamięci ofiar ograniczył do absolutnego minimum. Państwo polskie za jego czasów nie zorganizowało żadnych godnych tego wydarzenia obchodów czy uroczystości, aby uczcić pamięć Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i tych, którzy zginęli razem z nim. W roku 2013 – 10 kwietnia Premier wybrał się do Nigerii, a w charakterystyczny sobie przewrotny sposób o godzinie piątej rano pojechał na Cmentarz Powązkowski i tam złożył wieniec pod pomnikiem ofiar smoleńskich. Później obchodów nie dostrzegał lub zbywał je obraźliwymi, deprecjonującymi epitetami. Władze rządzonej przez PO Warszawy blokowały  wybudowanie pomnika upamiętniającego ofiary smoleńskie na Placu Józefa Piłsudskiego.

W 2013 roku Donald Tusk wygłosił w Sejmie przemówienie, w którym odniósł się do projektu rocznicowej uchwały „smoleńskiej”  zgłoszonej przez Prawo i Sprawiedliwość. To był atak na poszukujących prawdy i działających na rzecz wyjaśnienia okoliczności tragedii. Padły zarzuty zdrady, warcholstwa, chęci dzielenia Polaków oraz prowadzenia polityki na grobach ofiar. Ta narracja stała się obowiązującą wśród ośmiogwiazdkowców i trwa do dzisiaj.

Wyniki prac sejmowej „Podkomisji do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej” dla wielu mogą być niewystarczające, ale pod jak wielką presją działała! Przypomnijmy jak zgodnie brzmiały głosy Putina i Tuska. Jak w takiej sytuacji znaleźć twarde dowody, różne od oficjalnej wersji? Choć dowodów pośrednich nie brakuje. Niezbędne byłyby dane wywiadowcze. Jednak nawet nasi najwięksi sojusznicy nie pala się, aby je udostępnić.

Od 16 lat każdego 10 dnia miesiąca o godzinie 8:00 w Kościele Seminaryjnym przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie rozpoczyna się Msza Święta w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej. We mszy uczestniczy Prezes Jarosław Kaczyński oraz wielu czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości, ale też wiele osób spoza polityki, które przychodzą pomodlić się za osoby, które zginęły nad Smoleńskiem. W ostatnim czasie Mszę Św. odprawia  i wygłasza znakomitą homilię, dotykającą głębi ewangelicznego nauczania ks. Przemysław Ćwiek.

Potem idziemy na pobliski Plac Józefa Piłsudskiego, pod pomnik Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Zawsze jest z nami ojciec Zdzisław Tokarczyk. Kilka słów refleksji, krótka modlitwa, Prezes Jarosław Kaczyński składa wieniec albo zapala znicz pod pomnikiem brata. Następnie idziemy pod pomnik Ofiar Katastrofy Smoleńskiej. Tam podobnie: modlitwa, wieniec, znicze. Właściwie to wszystko, skromna, cicha uroczystość w gronie osób wspominających członków swoich rodzin, przyjaciół, znajomych.

Jednak dla ośmiogwiazdkowej elity to okazja do pokazania się. Co kieruje ludźmi, którzy co miesiąc od kilkunastu lat przychodzą na Plac Piłsudskiego, aby uzbrojeni w megafony wykrzykiwać wyzwiska, szarpać się, prowokować, licząc na zdecydowaną reakcję? Przynoszą transparenty z kłamliwymi i obraźliwymi treściami, próbują złożyć wieniec z ubliżającym opisem. Od marca 2016 przez blisko rok zadymiarze dodatkowo przynosili białe róże. Było to robione na potrzeby niemieckiej telewizji. W Niemczech białe róże symbolizują walkę z faszyzmem. Tak więc ośmiogwiazdkowcy walczyli z faszyzmem atakując osoby modlące się za zmarłych.

W to wszystko angażuje się dziesiątki policjantów, dziennikarzy, kamer telewizyjnych, fotoreporterów, ochronę i wspierających ją wolontariuszy, zwykłych obserwatorów.  Tym bardziej, że policja nie potrafi albo nie chce skutecznie zneutralizować zadymiarzy. Bliżej każdych wyborów agresja rośnie, prowokatorzy są bardziej aktywni i zdeterminowani. Wśród nich trudno nie zauważyć ludzi nienaturalnie pobudzonych, z „obłędem w oczach”, szukających zaczepki. W czasach, gdy nie mogli podejść bliżej ich wrzaski wzmocnione przez megafony dochodziły od strony Ogrodu Saskiego. Nigdy ze strony rządowych polityków nie padło jedno studzące te emocje słowo. Co więcej, ze strony sądów płynęły do prowokatorów zachęty, w postaci odszkodowań za to, że policja w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości, interweniowała wobec osób notorycznie i ostentacyjnie łamiących prawo.   

Następnie obchody przenoszą się na nowy i stary Cmentarz Powązkowski. Tam są składane wieńce i znicze na grobach ofiar, ale też na grobach kilku wyjątkowo zasłużonych osób, Jana Olszewskiego, Kornela Morawieckiego, Zbigniewa Romaszewskiego, Ryszarda Kuklińskiego, grobowcu rodziny Kaczyńskich. Całe szczęście ostatnio w spokoju. Wieczorem, o godz. 19 w Archikatedrze Św. Jana jest odprawiana Msza Św. w intencji ofiar katastrofy, zwykle przewodniczy ks. proboszcz Bogdan Bartołd w asyście kilkunastu kapłanów, w różny sposób związanych z ofiarami katastrofy. Msza Św. jest transmitowana przez Telewizję Trwam i Radio Maryja. Po Mszy Św. przez kilka lat odbywał się także przemarsz pod Pałac Prezydencki, który podobnie jak poranne obchody, był w różny sposób atakowany przez ośmiogwiazdkowych zadymiarzy. Ostatnio przemarsze ma miejsce tylko 10 listopada i 10 kwietnia.       

Miesięcznice to  pamięć o ludziach, którzy oddali życie pełniąc swoje obowiązki wobec państwa polskiego. Do Smoleńska polecieli w rocznicę zbrodni katyńskiej, popełnionej w 1940 roku na ponad 20 tysiącach polskich oficerów zamordowanych strzałem z tył głowy na udokumentowany rozkaz władz Kremla. W 1990 roku władze ZSRR przyznały się do zbrodni – prawda była zakazana przez 50 lat, a ci, którzy o niej mówili byli brutalnie represjonowani.

W stosunku do polskiego dramatu, który wydarzył się 10 kwietnia 2010 roku, jest podobnie: dochodzenie prawdy jest zakazane. Jak było w Smoleńsku orzekli przecież zgodnie Tusk z Putinem.

Deprecjonowanie, zakłócanie, ośmieszanie miesięcznic ma zagłuszyć wołanie o prawdę o przyczynach śmierci 96 wybitnych Polaków. Wśród ofiar było wielu moich przyjaciół i znajomych. Przywołując Adama Mickiewicza „Jeśli zapomnę o nich, to Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie”.  Dlatego chcę pamiętać i dopóki będę mógł, będę chodził na miesięcznice.   

Jerzy Szmit

Prezydent RP Karol Nawrocki
Prezydent RP Karol Nawrocki

Czytaj więcej

Najnowsze wpisy